Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów na podstawie szablonu Rewelacja. | X

8.12.12

NIVEA Lip Butter - recenzja


Hello Ladies! (◕‿◕✿)


Dziś zrecenzuję dla was nowość, która zdobyła moje serce. Masełka do ust NIVEA. Jak widzicie kupiłam aż trzy wersje. Pierwszą była karmelowa. Pokochałam ją do tego stopnia, że przy pierwszej okazji kupiłam również waniliową z makadamią i "oryginalną". Zrezygnowałam z wersji malinowej, gdyż nie przepadam za tego typu zapachami. Kupiłam je również mojej mamie :) na Mikołajki. Jest wielką fanką NIVEI, więc bardzo się ucieszyła z prezentu. Ale przejdźmy do recenzji!




Będę szczera. Mam całą masę pomadek, balsamów, błyszczyków i praktycznie każdej użyłam jakieś 3 razy.  Jeśli chodzi o tego typu produkty mam słomiany zapał. Zimą moje usta pierzchną, boleśnie pękają i tworzą się afty, ale nawet to nie sprawiło, że zaczęłam regularnie używać jakiegoś kosmetyku. Długo używałam balsamu EOS, ale prawda jest taka, że nie sprawdził się zbyt dobrze. Problem pękających ust nigdy nie zniknął. Ten kosmetyk okazał się przełomem! Nigdy nie lubiłam klasycznego kremu NIVEA. Mimo to, kiedy usłyszałam o ich masełkach od razu poleciałam do SuperPharm.

Masełka umieszczone są w klasycznych, metalowych puszeczkach. Wystarczy mała ilość, żeby pokryć nim całe usta. Nazwa "masło" zapewne bierze się z jednego ze składników, czyli MASŁA SHEA (butyrospermum parkii butter - masło shea, masło karitee lub masło z masłosza). Jest to naturalny tłuszcz o barwie żółtej lub w kolorze kości słoniowej, otrzymywany z owoców (orzechów) afrykańskiego drzewa Vitellaria paradoxa (masłosz Parka). Jest to emolient tzw. tłusty. Jeśli stosowany jest na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Nadaje połysk. Wykazuje działanie regenerujące. Wygląda na to, że właśnie ten składnik tak zbawiennie działa na moje usta!

SKŁAD - kliknij aby powiększyć.
Wersja karmelowa.
Zdecydowanie zaliczam je do moich zimowych ratowników! Wygląda na to, że uwolni mnie od bólu i paprzących się ran.

Osobiście nie przepadam za kosmetykami do ust nakładanymi ze słoiczków. Mam obsesję na punkcie mycia rąk, więc taka forma nie pomaga :D. Masełko roztapia się delikatnie podczas nabierania go na palec, więc forma sztyftu raczej nie wchodzi w tym przypadku w rachubę. Biorąc pod uwagę zbawienne działanie tego kosmetyku nie jest to dla mnie problem. Kosmetyk bardzo długo utrzymuje się na ustach i nie skleja ich. Nie ma smaku, co jest dla mnie dużym plusem. Nie da się go zlizać, co bywa utrapieniem przy wielu balsamach - dzięki temu uczucie nawilżenia jest bardzo długotrwałe.

ZAPACH! Jak już wspomniałam pierwszą kupioną przeze mnie wersją była karmelowa. Uwielbiam jej zapach! Pachnie jak karmelowy wafelek. Wersja waniliowa z makadamią pachnie... wanilią i orzechami :). Bardzo podoba mi się ten zapach. NIVEA wykonała kawał dobrej roboty jeśli chodzi o odwzorowanie zapachów. A teraz wersja oryginalna. Tutaj przeżyłam niezły szok! Najbardziej neutralny kosmetyk zawsze miał jakiś zapach. Ten nie ma absolutnie ŻADNEGO! Siedziałam z puszką przy nosie 15 minut, bo nie byłam w stanie uwierzyć, że ten kosmetyk nie ma kompletnie żadnego zapachu! Zrobiłam to nawet teraz, pisząc to :D. Zaciągałam się do granic możliwości i nic. Masełko jest absolutnie bezzapachowe. Prawdopodobnie nie raz jeszcze będę ze zdziwieniem próbowała wywąchać choćby pierwiastek zapachowy :D.

Podsumowując - kosmetyk jest rewelacyjny! Świetnie nawilża usta i jest bardzo wydajny. Wersje zapachowe pięknie pachną. Zostanę im wierna na długo! Dałabym sześć gwiazdek, ale mimo wszystko ten słoiczek mnie nie przekonuje :). Na koniec zdjęcie pokazujące wielkość masełek.

★★★★★
Adieu!



2 komentarze:

  1. Radze odstawić ten produkt, jeśli chcesz nie chcesz mieć chorej skóry :(
    Też go używałam ale szybko zaprzestałam kiedy przeczytałam dokładnie co jest w składzie
    Najgorszy z tego wszytskiego jest dwutlenek tytanu (kod CI 77891), niby dobrze bo to filtr ale tak naprawde to chemiczny szkodnik, wręcz zabójca dla naszej skóry :(
    Więcej o nim http://www.wykop.pl/ramka/335217/dlaczego-dwutlenek-tytanu-w-filtrach-uv-jest-szkodliwy/
    Polecam naturalne produkty do pielegnacji ust. Moją faworytką jest pomadka z alterry, dostepna w kazdym rossmannie, ma wspaniałe działanie i zupełnie naturalny skład :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przerzuciłam się na carmex ze względu na coraz częściej pojawiające się u mnie opryszczki :( masełka leżą pudle xP

      Usuń