Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów na podstawie szablonu Rewelacja. | X

28.11.12

Confessions 'bout - składniki kosmetyków do włosów
SLS, SLES, silikony - obalamy mit!

Hello Ladies! ಠ_ಠ

Od jakiegoś czasu nastąpił boom na wyrzekanie się szamponów zawierających SLS, SLES i silikony. Ja stoję z boku całej tej wrzawy i się śmieje. Dlaczego?

Używam szamponów z SLS, SLES i silikonami. Służą mi one, moje włosy wyglądają dobrze, więc dlaczego niby miałabym z nich rezygnować? Prawda jest taka

Nikt nigdy nie zwracał uwagi na skład szamponów 
i każdy był zadowolony!

Świat jednak rządzi się swoimi prawami i zawsze znajdzie się powód, żeby ponarzekać i zrobić halo wokół jakiegoś tematu. Inaczej byłoby po prostu nudno.

Ludzie zawsze kupowali szampony patrząc tylko i wyłącznie na to, do czego jest on przeznaczony. Czy do włosów z łupieżem, czy do przetłuszczających się. I to każdemu wystarczyło! Jeżeli taki szampon nam nie służył, po prostu szliśmy do drogerii i kupowaliśmy inny. Teraz wszyscy krzyczą STOP SLS! To jest substancja szkodliwa, która wnika do organizmu! itd. itd.. Ok. Czy kiedykolwiek komuś ona zaszkodziła? Czy kiedykolwiek ktoś powiedział "zachorowałem, bo używałem szamponu z SLS"? NIE! Wszyscy jednocześnie zauważają, że użyty procent tych substancji jest bardzo mały. Ale w końcu może się kumulować! Biorąc pod uwagę fakt, że szampon nakładamy i natychmiast go spłukujemy, tego typu myślenie jest wręcz żenujące. Zacytuje fragment jednego artykułu.
Szczególnie podatna na działanie SLS i SLES jest skóra, która w następstwie stosowania tych składników wykazuje oznaki znacznego przesuszenia, ale także obserwuje się na niej liczne przebarwienia, a nawet zmiany strukturalne.
Bardzo ciekawe. Nigdy czegoś takiego nie zauważyłam. I na pewno nikt inny z was też nie zauważył!

Zamartwianie się na siłę, że coś może wam się od tego stać jest 
BEZ SENSU! 
Ludzie szukają sensacji!
Używajcie tego, co wam pasuje, co wam służy, 
a nie tego, co mówią nam w internecie!

Przemyślcie sobie to :)

Adieu!

24.11.12

Will you marry me John Frieda? ♥
John Frieda Sheer Blonde Go Blonder - szampon i odzywka cud!

Hello Ladies! \( ^▽^)/

Ten wpis miał pojawić się co najmniej tydzień po rozpoczęciu używania tych kosmetyków. Tymczasem użyłam ich dopiero pierwszy raz i efekty są tak niesamowite, że muszę się tym z wami podzielić już dziś!

Szampon Go Blonder delikatnie rozjaśnia i rozświetla naturalne i farbowane włosy blond oraz włosy z blond pasemkami. Ekstrakt z cytrusów i rumianku wzmacnia włosy od nasady aż po końce i zapewnia im zdrowy wygląd. Nie zawiera amoniaku ani wody utlenionej, dzięki czemu nadaje się do codziennego użycia.
Twoje włosy w jaśniejszym odcieniu blond błyszczą jak w słońcu.

Widocznie rozjaśnia włosy i nadaje im słoneczny blask.

Odżywka Go Blonder zapewnia odpowiednią dawkę nawilżenia naturalnym i farbowanym włosom blond oraz włosom z pasemkami. Formuła nawilżająca z ekstraktem z cytryny i rumianku, wygładza i odżywia włosy, zapewniając im zdrowy wygląd.

Szampon pachnie bardzo ładnie, cytrynowo - bardzo duży plus. Dodatkowo jest niesamowicie wydajny! Użyłam połowę tego, ile zazwyczaj używam przy innych szamponach. Tubki są bardzo wygodne - dzięki nim na pewno będzie można zużyć produkt do ostatniej kropli.

Odżywka pachnie nieco gorzej, dość chemicznie, ale po spłukaniu czułam bardzo przyjemny, fryzjerski zapach. Ułatwiła rozczesywanie. Włosy są miękkie i nawilżone.

Teraz czas na sedno - ROZJAŚNIANIE. Kompletnie nie spodziewałam się najmniejszych efektów po pierwszym myciu. Byłam pewna, że jeżeli kosmetyki te faktycznie coś zdziałają, to co najmniej po tygodniu ich używania. Jak bardzo się pomyliłam! Spójrzcie tylko na efekty!


Przy okazji możecie zobaczyć kawałek mojego ryja x).
Jak widać różnica jest na prawdę spora! Niestety zdjęcie nie oddaje prawdziwego koloru moich włosów po (dziwne cienie). Zdjęcie przed pokazuje bardzo ładny, karmelowy kolor, tymczasem wyglądał on na żywo jak zwykły, brudny blond. Gdyby faktycznie tak wyglądał to nic bym z nim nie zrobiła ;).

W przyszłości mam zamiar używać szamponu i odżywki Sheer Blonde Highlight Activating Enhancing Platinum to Champagne. Planowałam kupić też spray rozjaśniający Go Blonde, ale cena powaliła mnie na łopatki. Patrząc na efekty działania szamponu i odżywki wygląda na to, że nie będzie mi potrzebny :).

Polecam te kosmetyki wszystkim blondynkom! I dziękuję Alex za polecenie mi ich :) xoxo!

Adieu! 

23.11.12

HAUL listopadowy

Hello Ladies! \(^▽^*)

Listopad był dla mnie bardzo obfity w zakupy. Jako że nadchodzi zima, robi się coraz zimniej, zaopatrzyć się musiałam w buty zimowe, ponieważ moimi jedynymi butami na tą pore roku były "buty z lamy"... Na które nie mogę patrzeć, ale są cholernie wygodne i cieplutkie :P. Tak więc przyszedł czas na zakup normalniej wyglądających butów. I jak zwykle kupiłam od razu 3 pary... (✌゚∀゚)☞
Pare lat temu kupiłam w New Yorkerze płaszcz zimowy któremu jestem wierna każdego roku ♥. Jako, że tej części garderoby nie zmieniam, co roku kupuję nowe "ocieplenie" :D czyli czapkę, szalik i rękawiczki.
Dodatkowo w tym miesiącu obkupiłam się w kosmetyki do włosów, gdyż nieco je zmaltretowałam rozjaśniaczami. Wiem, że listopad się jeszcze nie skończył, ale wiem, że na ten miesiąc jest to już wszystko ;).


Biker Boots!

Tego typu buty zawsze bardzo mi się podobały. Kupiłam wersję niebieską i szczerze mówiąc trochę tego żałowałam, bo ciężko mi było do czegokolwiek je dopasować. Ale wizualnie jestem w nich zakochana! Więc nie mam najmniejszego zamiaru ich zwracać :). Są bardzo wygodne i ciepłe. Jedyny problem pojawia się gdy postawię lewą stopę (przy prawej tego nie zauważyłam) na jakiejś nierówności i stopa zegnie mi się do zewnątrz - wtedy klamra nieprzyjemnie wbija mi się w kostkę.
Buciory kupiłam na deezee.pl. Romantyczne i masywne. Romantyczne? Nie wiem skąd ten pomysł :D

Oficerki

Kupione w sklepie internetowym Czas na buty za... 54,90zł... Zachęcona ceną nie myślałam racjonalnie i po zakupie dotarło do mnie, że buty te zapewne nie będą porażać jakością. I faktycznie, miały nieco skaz, ale większość da się łatwo i szybko usunąć.. Nie zdziwie się, jeśli po pierwszym spacerze w śniegu się rozkleją. Ale mimo wszystko jestem zadowolona :) są bardzo wygodne i ciepłe. Lepiej wyglądają u mnie bez wiązania na 3 najwyższych dziurkach, chyba, że ktoś ma grubszą łydkę.

Muszkieterki?

Nie wiem jak nazwać te buty. A jednak wiem - CUDOWNE! Deichmann po latach przekonał mnie ponownie do swoich butów. Czarna wersja wyglądała niezbyt ciekawie, ale bez większego żalu rzuciłam się na brązowe. I nie żałuje! Są cieplutkie i bardzo wygodne! Kupując je dowiedziałam się jak ogromną przyjemnością jest robienie zakupów z moim lubym :D więc mam do nich dodatkowy sentyment (⌒.−)=★

Torba w czachy

Kupiona na ebayu (od którego jestem uzależniona D:) za ok 80zł. Okazała się mniejsza niż myślałam, ale mimo wszystko polubiłam ją. Od dawna szukam dla siebie odpowiedniej, czarnej torby, ale jej poszukiwania to czarna magia! W życiu bym nie pomyślała, że to takie wyzwanie. Torba ma bardzo wygodne kieszonki po bokach, w środku jedna kieszonka zapinana na zamek, jedna na telefon. Miała paskudne frędzle przy zamkach więc wymieniłam je na pierwsze lepsze łańcuszki od breloka. Mam pomysł na inne zamki ale ciężko znaleźć mi do tego odpowiednie materiały.

Ocieplenie! :D

Cropp Town i w tym roku mnie nie zawiódł... No dobra, zawiódł. Dlaczego? Z wszystkich możliwych zestawów najbardziej spodobał mi się turkusowy. Niestety... zestaw był ubogi o rękawiczki. Trochę dziwne posunięcie ze strony Croppa. Mimo wszystko postanowiłam kupić czapkę i szalik, gdyż są bardzo miłe w dotyku i cieplutkie :P a pozostać przy moich czarnych, zamszowych rękawiczkach. Niestety dość łatwo jest zaciągnąć szalik więc trzeba uważać - mi już się udało. Zasadnicza wada - wszystko jest w kłaczkach! Linieją paskudnie :P.
Model który pozuje na zdjęciu to miś Rilakkuma, który został przeze mnie przypadkiem zalicytowany i wygrany na aukcji eBay za zawrotną kwotę... 0,99$ :D.


A teraz kosmetyki



Maybelline Dream Fresh BB
Światowy trend kosmetyczny #1 BB oznacza Beauty Balm, czyli "krem upiększający" – połączenie pielęgnacji i makijażu dla perfekcyjnej skóry w 1 prostym kroku.Dzięki zawartym w formule składnikom i pigmentom poprawiającym wygląd skóry, Dream Fresh BB koryguje niedoskonałości, zapewniając efekt "nagiej skóry". 8 w 1 Skin Perfector: koryguje niedoskonałości, wyrównuje koloryt, rozświetla, podkreśla odcień skóry, widocznie wygładza, nawilża, chroni przed UV dzięki SPF 30, nie jest tłusty i daje uczucie świeżości.
Kupiony przypadkiem. Nie lubię podkładów i nie są mi one za bardzo potrzebne, więc na moje mini niedoskonałości wydaje się w sam raz. Jestem bardzo zadowolona! Wszystko co gwarantuje producent jest zgodne z prawdą. Moje przyjaciółki go niecierpią :P. Zobaczymy, jak sprawdzi się zimą, kiedy moja skóra jest bardzo sucha i podrażniona.


Maskara Rimmel Scandaleyes Show off
Show Off jest maskarą której zapragną wszystkie kobiety. Ponieważ jedno pociągnięcie szczoteczki zapewnia rzęsom skandaliczną objętość, długość i podkręcenie.
Podobno istna tragedia... Zobaczymy! Póki co jestem do niego sceptycznie nastawiona. Osypuje się praktycznie już przy nakładaniu. Potrafi zostawić gigantycznej wielkości grudki u nasady rzęs. Na razie ciężko jest mi powiedzieć, czy jest trwała. Póki co wydaje mi się, że i pod tym względem jest kiepsko... Niedługo pojawi się notka porównująca 4 maskary! Na razie leży i się kurzy smętnie zazdroszcząc Volum' express i 2000 calorie.


Maskara Maybelline Volum' Express Curved Brush
Aż 3x gęstsze rzęsy. Podkręcone! Bez grudek! Dzięki unikalnej formule wzbogaconej o roślinne lipowoski rzęsy są trzykrotnie pogrubione już po pierwszym nałożeniu. Zakrzywiona szczoteczka pomaga precyzyjnie pokryć rzęsy tuszem, pozostawiając długotrwały efekt podkręcenia rzęs. Nie skleja rzęs i nie pozostawia grudek. Testowany okulistycznie. Odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe.
Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Nie obsypuje się i jest trwały. Efekt jest dość naturalny - pogrubienie jest, aczkolwiek subtelne. Szczoteczka jest bardzo wygodna, tusz nakłada się przyjemnie. Jeśli pojawią się drobne grudki przy kolejnym pociągnięciu natychmiast się ich pozbywa. Wygląda na to, że się polubimy :)


Maskara Max Factor 2000 Calorie Curved Brush
2000 Calorie w nowej wersji ze szczoteczką w kształcie łuku, która pozwala lepiej wymodelować rzęsy. 2000 Calorie Curved Brush to tusz intensywnie pogrubiający i zagęszczający rzęsy, a dzięki nowej szczoteczce umożliwia dodatkowo efekt zalotnego podkręcenia.
Polimery zmiękczają, uelastyczniają i modelują rzęsy Naturalne woski wzmacniają i uzupełniają uszkodzoną strukturę rzęs. Ponadto charakteryzują się dużą odpornością na wysokie temperatury i wilgotne powietrze, dzięki czemu makijaż rzęs jest odporny na ścieranie i nie rozmazuje się.
Po pierwszym machnięciu szczoteczką - wow! Robi wrażenie! Rzęsy są pogrubione, wydłużone i podkręcone. Nie obsypuje się i nie odbija. Super trwała. Jestem bardzo na tak!


Maybelline Color Tattoo 24hr - Turquoise forever
Odważ się nosić Color Tattoo 24hr- kremowo - żelowy cień do powiek. Aż do 24 godzin utrzymywania się koloru. Nasza technologia pozwala na stworzenie super - nasyconego cienia. Kremowo - żelowa konsystencja pozwala na łagodne nałożenie cienia, który nie blaknie.
Zapragnęłam go po zobaczeniu filmiku Bubzbeauty :) robi wrażenie! Jest bardzo napigmentowany i bardzo wygodnie się go nakłada. Zobaczymy jak sprawdza się w praktyce.


L'biotica BIOVAX intensywnie regenerująca maseczka do włosów słabych 
Intensywnie regenerująca maseczka Biovax opracowana została przez specjalistów w celu zagwarantowania Twoim słabym i skłonnym do wypadania włosom jak najlepszej kondycji.
Nowa maseczka Biovax dba nie tylko o zdrowie i kondycję Twoich włosów, ale również zapewnia im gruntowną ochronę i bezpieczeństwo. Biovax to oryginalne połączenie Zdrowia, Bezpieczeństwa i Profesjonalnej Pielęgnacji w jednym preparacie.
Biovax to gwarancja ZDROWYCH WŁOSÓW
Notka tutaj :)


Gliss Kur Ultimate Repair, odżywka regeneracja i połysk
Regeneracja i połysk dla bardzo zniszczonych i suchych włosów: dwufazowa odżywka regeneracja i połysk ultimate repair zapewnia olśniewający blask – bez spłukiwania.
Specjalna formuła z trzykrotnie skoncentrowanym kompleksem płynnej keratyny, precyzyjnie regeneruje uszkodzenia włosów oraz odbudowuje ich strukturę. Wypełnia pęknięcia i redukuje łamliwość włosów aż do 95%.
Podobno świetnie radzi sobie ze zniszczonymi końcówkami -  postanowiłam się o tym przekonać! Po pierwszym użyciu byłam zadowolona. Kiedy farba L'Oreala doprowadziła moje końcówki do opłakanego stanu razem z serum Advanced Techniques stworzyła bohaterski duet! 3 razy tak, przechodzisz dalej!


Gliss Kur Ultimate Volume, odżywka ekspresowa w piance
Czy Twoje włosy są cienkie płaskie i zniszczone? Lekka odżywka ekspresowa w piance Ultimate Volume regeneruje i nadaje objętość. Codzienne pielęgnacja włosów bez obciążania. Łatwa i równomierna aplikacja, bez spłukiwania. Odżywka zarówno jak i szampon z tej serii jest z upłynnionym kolagenem morskim, który unosi włosy i regeneruje je bez obciążania. Dla zauważalnie większej objętości i odporności. Zawiera kompleks z płynną keratyną. Bez silikonów.
Jeśli chodzi o objętość, był to u mnie zawsze ogromny problem. Tak więc zachęcona opiniami postanowiłam jak najszybciej przekonać się o jej działaniu. Początkowo rezygnowałam z niej z powodu ceny (24zł), ale udało mi się kupić ją na sporej przecenie w SuperPharm (14zł!). Niestety po pierwszym użyciu nie byłam zadowolona. Włosy niemiłosiernie się kleiły i ciężko było je rozczesać. Ale obiecana objętość - wow! Pierwszy raz moje włosy wyglądały tak dobrze. Przy drugiej próbie nałożyłam jej mniej i efekt objętości nie jest tak spektakularny, ale zdecydowanie problem klejących włosów znikł. Polubiłam ją!


Original Source, płyn do kąpieli Raspberry and Vanilla Milk
Kąpiel w malinach?Tak! Ale tylko w połączeniu z mleczkiem waniliowym i brakiem rutyny. Jak więc rozpuścić radochę i oddać się temu co nasi pobratymcy z wysp określają jako ‘spoiling’? Wlej płyn do kąpieli do wanny napełnianej wodą i zacznij prawdziwy sezon na maliny!
Nie do końca byłam przekonana do tego zapachu, ale w porównaniu do wesji mango i czekoladowej zdecydowanie wygrała! Pachnie jak mleko truskawkowe, albo lizak Chupa-Chups :). Ceny produktów tej firmy są bardzo przystępne, dlatego nie zastanawiałam się nad zakupem. Kiedy pokazałam butelkę mojemu chłopakowi i powąchał płyn, natychmiast chciał się napić! Na szczęście na czas uświadomiłam go, że nie do tego służy ten produkt :). Bardzo zaintrygowała mnie wersja Orange Oil and Ginger, niestety po powąchaniu jej prawie się przewróciłam!


Original Source, żel pod prysznic Orange and Liquorice, Seasonal Edition
Ciasteczko, które Cię rozgrzeje w zimę? Znamy je! Nosi nierutynowy sweterek, który widać na półce z daleka. Żel pod prysznic Orange & Liquorice ma więc wszystko: nierutynowe wdzianko na mróz, kolor na szarugę oraz intensywny zapach świeżej pomarańczy z lukrecją na poprawę nastroju. Tylko brać
Tylko czekałam na pojawienie się tej edycji w rossmannie! To "zajeżdżające" Skandynawią opakowanie i zapachy - obłęd! Podczas poszukiwań ratunku dla moich Wiedźminowych włosów natychmiast zauważyłam je na półce. Byłam pewna, że to wersja śliwkowo-klonowa "złapie mnie za serce", jako że kocham śliwki a jeszcze bardziej kocham syrop klonowy. Niestety zapach jest dość dziwny, więc sprawdziłam wersję pomarańczowo-lukrecjową. Niecierpie lukrecji, byłam więc pewna, że zapach mnie odrzuci. Tymczasem to właśnie jego pokochałam! Niesamowicie kojarzy mi się ze świętami, czyli moim ulubionym okresem w roku. Cudo!


Niedługo pojawi się też haul z kosmetykami John Frieda i Bourjois. Stay tuned!

Adieu! ( ^.^)ノ

Znów jestem blondynką!

Hello Ladies! 〈( ^.^)ノ

Na początek chciałam powiedzieć, że tak jak moje włosy są niezniszczalne, tak Preference od L'Oreala zrobiła z moimi włosami coś tragicznego! Nigdy w życiu nie miałam tak zniszczonych końcówek. Na szczęście połączenie odżywki GlissKura i serum Avonu potrafi to ogarnąć.

Po konsultacji z mamą doszłyśmy do wniosku, że kolejne farbowanie doprowadzi moje włosy na skraj. Postanowiłam więc spróbować z szamponetką. Palette zdecydowanie nie jest marką lubianą, ale żadnej innej szamponetki nie udało mi się zdobyć, poza tym mam z nimi akurat całkiem miłe wspomnienia. Kupiłam więc dwie saszetki koloru Słoneczny Blond, umyłam moje szare, Wiedźminowe włosy (własnie tak do mnie mówiono w szkole :D), 5 minut i szamponetka na głowie. Zajęłam się domowymi sprawami, po pół godzinie nadeszła wiekopomna chwila. Nie zrobiła nic, czy stał się cud? No i stał się cud! Co prawda moim włosom daleko do ideału, kolor wygląda lekko brudnawo, ale jestem niesamowicie zadowolona!
Postanowiłam odczekać miesiąc bądź więcej i wrócić do moich ukochanych farb, których nigdy więcej nie zdradzę! czyli Syossa. Cała moja historia z białymi włosami wiele mnie nauczyła i już wiem, że jeśli jestem zadowolona z tego, co mam na głowie, to lepiej nie przeginać.
Póki co planuję zaopatrzyć się w kosmetyki John Frieda do włosów blond polecone mi przez przyjaciółkę ze Szkocji. Za jakiś czas dodam notkę z haulem, wrażeniami i efektami ich użycia :) A po prawej stronie kawałek moich włosów (wybaczcie jakość, sztuczne światło). DZIĘKUJĘ SCHFARZKOPF! Nigdy mnie nie zawodzisz!

Adieu!

22.11.12

WHITE HAIR FAIL czyli jak nie udało mi się z białymi włosami

Hello Ladies! ( ・_・)ノ

Moje włosy miały już wiele kolorów, ale od zawsze marzyłam, aby moje włosy były śnieżno-białe. Postanowiłam więc wprowadzić ten pomysł w życie. I po miesiącu walki mając na głowie siwy kolor skończyła mi się cierpliwość. Postanowiłam zrobić wszystko, by wrócić do pięknego blondu, który osiągnęłam specjalnie po to, żeby tą biel uzyskać.

Moje włosy były różowe. Farbowałam włosy tonerami Directions i tak jak każdy inny kolor jaki miałam na głowie znikał po kilku użyciach head&shoulders tak róż nie chciał puścić za żadne skarby. Zaczęłam od ściągacza koloru. Firmy niestety nie pamiętam, ale wydałam na dwa opakowania 48zł, więc widząc efekty (a raczej ich brak) niemal wyszłam z siebie. Tak więc na następny dzień zdecydowałam się na rozjaśniacz Joanny. Niestety zmuszona byłam kupić wersję Super Blond, gdyż Intensiv Blond była niedostępna. Jako, że wszyscy zawsze zachwycali się jej działaniem, w tym koleżanki również lubujące w nienaturalnych kolorach, byłam dobrej myśli. Niestety, cholerstwo nie zdziałało NIC.
Jako że dość spory odrost zrobił się blond, postanowiłam spróbować z farbą rozjaśniającą. Trafiło na Palette Salon Colors w kolorze 10-2. Zachęcił mnie głównie kolor na opakowaniu - baaardzo jasny, prawie biały. I kolejna wtopa. Zero działania. Kolejnym krokiem było wypróbowanie kuracji witaminową - zmieszanie kilku rozgniecionych tabletek witaminy c z szamponem. Godzina na głowie i... efekt był, ale marny.
Postanowiłam sprawdzić jaki efekt da toner Directions [White Toner], z którym wiązałam ogromne nadzieje na uzyskanie białego koloru na moich włosach. Aż mnie skręca kiedy widzę w internecie piękne, białe włosy jakie uzyskało wiele dziewczyn dzięki temu tonerowi! A moje włosy? Zrobiły się siwe, z fioletowymi pobłyskami. Tragedia!
Załamana swoim wyglądem odwiedziłam wszystkie hurtownie fryzjerskie w mieście (aż 2). Niestety był to 2 listopada i hurtownia z którą wiązałam największe nadzieje na znalezienie ratunku była WYJĄTKOWO zamknięta. Niech to szlag! Spacerek do drugiej hurtowni (w której zaopatrzam się najczęściej). Sprzedawca pokazał mi mnóstwo rewelacyjnych kolorów i... żadnej z nich nie miał. Jako że wycieczkę odbyłam z moją najlepszą przyjaciółką która widząc moje zrezygnowanie i załamanie zaoferowała się do pomocy (jak się potem okazało po kursie fryzjerskim!) przeszłyśmy się do rossmanna, aby poszukać jakiegoś sensownego rozwiązania. I znalazłyśmy!
Syoss Lighteners, kolor 12-0. Nie dość, że wyżarł róż praktycznie do zera, to kolor moich włosów był tak piękny, że skakałam jak głupia z radości! Syoss zyskał moją miłość i oddanie.
Odczekałam jakiś czas, zszokowana tym, że moje włosy po tym katowaniu są nadal w tak dobrej kondycji jak były i postanowiłam znów zaufać internetowi. I to był mój największy do tej pory błąd...
Nie byłam pewna tego kroku, ale jak zwykle głupia nie zaufałam mojej nieomylnej intuicji. Zaślepiona dziką chęcią śnieżnych włosów kupiłam farbę, która doprowadziła mnie do rozpaczy.
L'Oreal Luo Color w kolorze P01. Spójrzcie tylko na ten kosmyk na zdjęciu... Idealna biel! Rzuciłam się na nią jak dzika. W końcu nadszedł dzień, kiedy (pełna obaw) postanowiłam jej użyć. Po zmyciu jej z głowy doznałam szoku. Suszyłam włosy płacząc i powtarzając sobie "jak ja wyglądam", "co ja zrobiłam", "miałam takie ładne włosy!". Siedziałam 2 godziny pod prysznicem wcierając w głowę całą butelkę head&shoulders. Włosy były szare, jak asfalt... i fioletowe... Jeśli którakolwiek z was, kiedykolwiek zdecyduje się na białe włosy - NIGDY! PRZENIGDY! POD ŻADNYM POZOREM! NIE KUPUJCIE TEJ FARBY! Odetchnęłam z ogromną ulgą, kiedy po wyjściu spod prysznica zobaczyłam, że z farby na głowie nie zostało prawie nic. Były delikatnie szarawe. Ale ta farba przechyliła szalę goryczy. Koniec! Cierpliwość mi się skończyła - nie chcę tych białych włosów.
Próbując wrócić do dawnego koloru włosów zaczęłam szukać odpowiedniej farby. I tutaj ja popełniłam błąd, bo wybrałam rozjaśniającego syossa w kolorze mroźny perłowy blond. Chciałam jasny blond, ale nie przemyślałam tego. Chciałam po prostu uratować swoje włosy! I... for gods sake, ZNOWU BYŁAM SIWA! Ale! hehehe, moje włosy były praktycznie białe :D z siwymi pasmami z przodu. Zaczęłam się nawet zastanawiać na użyciem tej farby ponownie, na reszcie włosów (moje umiejętności są marne i jak zwykle złapało tylko górne partie włosów). Szare pasma zapewne wymyły by się po paru myciach. Ale to nadal nie była biel i mimo wszystko byłam niezadowolona i zniechęcona do dalszych działań w tym kierunku. Mimo wszystko kolor faktycznie jest perłowy, bardzo ładny i możliwe, że za pare miesięcy użyję go znowu. Moje włosy były po prostu zbyt jasne.
Postanowiłam więc dalej walczyć o mój dawny blond. I po raz kolejny zaufałam mojej przyjaciółce która pomogła mi wybrać farbę która mi włosów nie rozjaśni, a odda mi mój blond kolor, w którym się zakochałam. Paradoksem jest to, że zawsze powtarzałam sobie, że nigdy nie zostanę blondynką. Jak się jednak okazuje, wyglądam w blondzie lepiej, niż w brązowych włosach, w których wyglądałam jak szara mysz... Zdradzę wam nawet tajemnice - mój aktualny chłopak zwrócił na mnie uwagę dopiero wtedy, gdy pozbyłam się się tego cholernego brązu z głowy na rzecz czerwieni :D.
Moja przyjaciółka poleciła mi farbę L'Oreal (o losie!) recital Preference w kolorze Hollywood. I niech to szlag trafi - znowu miałam paskudne obawy... Patrząc w lustro wciąż zastanawiałam się na pozostaniu przy perłowym blondzie od syossa. Ale jak już pisałam - może kiedyś. Kolor zależał też od światła i bywałam siwa jak babcia. Tak więc zaufałam jej! Tym razem, tak jak zwykle z czerwienią, w farbowaniu pomogła mi mama. Spodobał jej się nawet kolor, co mnie trochę zdziwiło, bo kiedy miałam na głowie pierwszy blond z Lighteners'a stwierdziła, że wybitnie jej się w tym kolorze nie podobam. To, co zobaczyłam po jej spłukaniu wprawiło mnie w jeszcze większe załamanie... Moje włosy są jeszcze bardziej szare niż były. A miał być blond... Teraz już kompletnie nie wiem, co mam zrobić z włosami. Poszłabym do mojej fryzjerki, gdyby nie fakt, że czepia się ona okrutnie. Jeśli w jakiś sposób moje włosy znów będą miały normalny kolor - to będzie istny cud. Kolejny raz moja intuicja mówi mi "a nie mówiłam?".

Kiedy tylko uda mi się ogarnąć moje włosy natychmiast podzielę się z wami efektami i zdradzę wam produkt, który mi pomógł. Póki co mam wrażenie, że spróbuje z ciemniejszym blondem, byleby jakoś wyglądać.

Adieu! (╯°□°)╯︵ ┻━┻

20.11.12

Confessions 'bout... WYBOR STUDIOW i jak zycie zwaliło mi sie na łeb

Hello Ladies!  (*^▽^)/

Już za parę miesięcy będę musiała wybrać, na jakie studia się wybrać i przyznam się, że jeszcze jakiś czas temu wyśmiałabym osobę, która by mi powiedziała, że to będzie dla mnie taki priorytet. Dlaczego? Ponieważ od wielu lat zakładałam, że po prostu na studia nie pójdę. Byłam wręcz pewna, że ledwo skończę szkołę i 'ucieknę' na drugą stronę Bałtyku. Zaczęłam nawet uczyć się norweskiego! Mój plan wyjazdu co prawda nadal figuruje w moim grafiku ale w odleglejszej przyszłości. Prawda jest taka, że ktoś mnie tu po prostu zatrzymał :).

Dlaczego życie "zawaliło mi się na łeb"? Brzmi to nieco drastycznie, ale tak na prawdę jest to trochę wyolbrzymione. Mimo wszystko byłam przez pewien czas nieco przybita. Przez wiele lat ćwiczyłam nad grafiką, uzależniałam od niej moją przyszłość. Pracuję nawet jako grafik. Niestety po tych wszystkich latach zdałam sobie sprawę, że to nie jest to, że kompletnie się w tym nie czuje i po prostu nie wiem co teraz ze sobą zrobić. Męczę się, kiedy mam włączyć Photoshopa czy inny program do grafiki. Co prawda ostatnimi czasy mój zapał nieco powrócił, ale mimo wszystko nie wiem, czy chcę w przyszłości pracować w tym zawodzie. Prawda jest taka, że praktycznie nigdy nie byłam zadowolona z grafik które wykonałam. Jeżeli byłam, to były to raczej małe prace jak wizytówki, ulotki czy inne, mało skomplikowane projekty. Zrobiłam parę stron internetowych i staram się wręcz na nie nie wchodzić, żeby się nie dobijać... Właściciele stron może i są z nich zadowoleni, ale ja... Ja uważam, że w takim razie nie mają wyczucia estetyki...

Dlaczego nie chciałam iść na studia? Ponieważ chciałam od razu iść do pracy, oraz nigdy nie widziałam żadnego odpowiedniego kierunku dla siebie. Jedyne kierunki związane z moim zawodem i hobby (jestem grafikiem komputerowym) są na Akademii Sztuk Pięknych. Z tego co wiem ASP nie są w ogóle zaliczane do edukacji, ale do kultury, tak więc jeśli chodzi o znalezienie pracy, szanse są marne. Dodatkowo 8 dni egzaminów z rysunku? Nie nie nie, to absolutnie nie dla mnie. Jeśli chodzi o rysunek nie jestem w tym zbyt dobra. Jedna z moich nauczycielek skończyła malarstwo na ASP w Poznaniu i wprost powiedziała mi, że poddała się po 2 dniach i zdecydowała się na studia zaoczne. Powiem wam szczerze, że jest specyficzna i nie znam żadnego ucznia, który ją lubi. Nie chcę nikogo urazić, ale znam parę osób po szkole plastycznej którzy wybrali się na ASP i są to bardzo specyficzne osoby. Kobieta jest "szefową poligrafów" w naszej szkole i uczy nas z... kursów na YouTube. Przez 4 lata nie nauczyła nas niczego i wiecznie powtarza, że się nie uczymy i mamy się wziąć do roboty. Nie będę mówić dalej, bo mi jeszcze żyłka z nerwów pęknie (◣_◢)...

Wydaje mi się, że nasz 'system edukacji' nie jest absolutnie przygotowany na przyjęcie absolwentów naszego kierunku. Po rozmowach z kolegami i koleżankami z naszego kierunku każdy wybiera się na inny kierunek studiów albo dlatego, że to do niego nie przemawia albo dlatego, że - własnie - nie ma gdzie pójść! Prawda jest taka, że wybór studiów w naszym kraju jest ogromny, a jednocześnie nie ma w czym wybierać. Spójrzmy chociażby na kierunki na jednej z moich potencjalnych uczelni, czyli na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Administracja, analityka medyczna, archeologia, archiwistyka i zarządzanie dokumentacją, astronomia, audiofonologia (¿QUE?), automatyka i robotyka, bezpieczeństwo wewnętrzne i tak dalej i tak dalej. I pojawia się pytanie - i jaki kierunek niby mam się zdecydować?! Większość kierunków związana jest z chemią, medycyną, informatyką lub historią, bądź są to kierunki typowo humanistyczne po których znalezienie pracy graniczy z cudem. Kierunki 'artystyczne' ograniczają się tylko i wyłącznie do klasycznego rysunku. Na innych uczelniach, np. na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wybór jest ogromny! Ale pojawiają się takie kierunki, jak akustyka specjalność protetyka słuchu, kongniwistyka, muzykologia, optometria. WOW! Będę szczera  - nie wyobrażam sobie kompletnie, czego można się na takim kierunku nauczyć, na czym to polega i jaką pracę potem znaleźć. Jeśli przeczyta to ktoś, kto studiuje jakiś tego typu kierunek bardzo chętnie dowiem się dlaczego taki kierunek wybraliście i na czym takie studia polegają :).

Moja przygoda z wyborem studiów zaczęła się od "mamo, nie idę na studia". Mama postanowiła w takim razie... sama poszukać mi kierunku. Wyszła chyba z założenia, że mam skończyć byle jaki kierunek, byleby skończyć studia. Zaczęła proponować mi kierunki którymi nigdy w życiu bym się nie zainteresowała.
Jeden z kierunków wydaje się całkiem interesujący. Jest to wzornictwo. Niestety nadal nie jestem przekonana do tego pomysłu. Póki co skłaniam się do moich wyborów. Do rzeczy!

Od kiedy pamiętam interesowałam się prawem. Analizowanie trudnych spraw, szukanie haczyków, bronienie niewinnych ludzi. Swego czasu było to podejście w stylu "adwokaci to bohaterowie". Rozwody też mnie kręcą. Wiem że to dziwne, może to jakieś predyspozycje rodzinne. Namiętnie oglądałam Magdę M., podobały mi się togi noszone przez adwokatów. Przyszedł czas, żeby dorosnąć i zrozumieć, że praca adwokata to też obrona bandytów i osób nieuczciwych. Mimo wszystko zdecydowałam, że spróbuje. Prawo to najtrudniejszy kierunek studiów zaraz za medycyną, ale nie zraża mnie to. Szczerze mówiąc myślałam, że informując o tym wyborze moją rodzinę usłyszę, że ambitnie wybrałam i będą mnie wspierać w tym wyborze. Niestety tak nie było. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, w jednej kwestii mają absolutną rację. Środowisko prawników jest bardzo hermetyczne. Problem pojawia się już podczas praktyk. Nie wiem czy to prawda, ale zdarza się, że rodzice płacą grube pieniądze kancelariom, żeby przyjęli na praktykę swoje dzieci. Środowisko prawników to rodziny prawnicze. Nie ma w nich miejsca dla innych. Dodatkowo prawników jest mnóstwo i często muszą posuwać się do takich rzeczy, jak wciskanie się na siłę firmom i zagrywki w stylu "jesteśmy od nich lepsi, bierzcie nas". Mój tata zapewnił, że mi pomoże, gdyż zna wielu prawników którzy dodatkowo nie należą do prawniczych rodzin. Reszta rodziny? Nie dasz rady. Polegniesz po semestrze. Dodatkowo moja mama regularnie co kilka dni wzywała mnie na rozmowę, aby skutecznie wybić mi ten pomysł z głowy. Mam jeszcze kilka miesięcy, więc pewnie jeszcze to przemyślę.

Drugi kierunek który mnie interesuje to filologia norweska, co was pewnie nie dziwi. Niestety opis studiów na stronie Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza jest dla mnie nie do końca zrozumiały. Dlaczego? Na części podstron widnieje kierunek filologia norweska, na głównej stronie UAM widnieje jako skandynawistyka. Według opisu, od paru lat połączono w jeden kierunek filologie duńską szwedzką i norweską.
Od roku akademickiego 2012/13 studia II stopnia przyjmują nazwę skandynawistyka. W ramach studiów student wybiera jedną z dwóch proponowanych ścieżek językowych (spośród duńskiej, norweskiej i szwedzkiej).
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia na jakiej zasadzie to funkcjonuje. Będę się nad tym zastanawiała za pare miesięcy. W każdym razie stwierdziłam, że jest to całkiem dobry wybór, jako że pracodawcy poszukują teraz osób 'władających' językami skandynawskimi, nie jest to filologia angielska na którą rzuca się miliard ludzi, poza tym co najważniejsze - nauczę się norweskiego! Przeczytałam jednak artykuł, z którego dowiedziałam się, że filologia norweska to najbardziej oblegany kierunek na UAM! Nie wiem ile w tym prawdy, ale nieco mnie to zniechęciło, gdyż automatycznie zawęża to pole do działania po studiach. Nie zniechęciło mnie to jednak na tyle, aby z tego kierunku zrezygnować. Bez przesady, to żaden powód.
Niestety jest inny powód. Mianowicie nie mieszkam w Poznaniu, a wyjazd z miasta to spory problem.

Mimo wszystko nadal zastanawiam się nad jakimś bardziej przyszłościowym kierunkiem, niestety z moimi umiejętnościami (?) i strachem przed matematyką (mimo, że dobrze sobie z nią radzę) szanse są marne. Informatyka? Nie interesuje mnie. Architektura! To akurat kierunek, który od zawsze chciałam studiować. Niestety nie ma sensu nawet próbować, gdyż dostanie się graniczy z cudem. Kierunki medycznopodobne nie interesują mnie jeszcze bardziej, niż informatyczne... No i niestety prawda jest taka, że w takim razie wybór jest... ŻADEN.

Zaczęłam też szukać studiów za granicą i... znalazłam oczywiście! Studia idealne, o których w naszym kraju można tylko pomarzyć. Niestety skoro wyjazd z miasta jest problemem, to co dopiero za granicę. Uczelnia która absolutnie 'zawładnęła moim umysłem' to Norweski Uniwersytet Nauki i Technologii w Trondheim (Norwegian University of Science and Technology). Ilość kierunków ogólnie jak i samych kierunków związanych z projektowaniem jest niesamowita! Wybór jest przeogromny i absolutnie każdy znalazłby coś dla siebie. Dałabym na prawdę wiele, żeby móc tam studiować. Niestety absolutnie nie ma takiej możliwości...

Mam w zanadrzu wybór inny niż studia i praca. Jest to coś, co wiąże się z moim zamiłowaniem do... lotnictwa! Kiedyś chciałam zostać pilotem samolotu pasażerskiego (kiedyś chciałam też zostać panią z totolotka, ale miałam wtedy kilka lat :D). Niestety wizja ewentualnej katastrofy lotniczej i śmierci w tak drastyczny sposób wyjątkowo mnie do tego zniechęciła. Jakkolwiek głupio to brzmi, biorąc pod uwagę taką opcje na prawdę działa to na naszą psychikę. Jest za to coś, co łączy ze sobą to zamiłowanie jak i bezpieczeństwo i pewność w miarę normalnej śmierci (?!). Niestety z moim zdrowiem najprawdopodobniej odpadnę w przedbiegach. Jest to kurs na kontrolera lotów. Pierwszym krokiem są właśnie badania. Do tej pracy najlepiej jest mieć końskie zdrowie którego ja po prostu nie mam :P. Kurs trwa ok. 7 miesięcy, po czym odbywa się dwuletnie praktyki i dopiero po nich dostaje się licencję, po której i tak nie zasiada się na wieży. Mimo wszystko praca jest zagwarantowana i na dodatek dobrze płatna. Z tym że na 1000 osób 30 kończy kurs... Do pracy na wieży nie przyjmuje się osób powyżej 26 roku życia, z wyjątkiem osób wcześniej związanych z lotnictwem.
Przyszły kontroler lotu musi mieć maturę, uregulowany stosunek do służby wojskowej, bardzo dobrze znać polski i angielski, posiadać zdolności matematyczne (chodzi o szybkie wykonywanie wielu obliczeń w pamięci w bardzo krótkim czasie), mieć świetną orientację przestrzenną, być odpornym na stres i umieć szybko podejmować decyzje. Kandydat nie może mieć też wady wymowy ani się jąkać, zwłaszcza w sytuacjach związanych z dużym napięciem.
Z matematyką też może być problem, na dodatek zdarza mi się 'memłać'. Cały artykuł możecie przeczytać tutaj. Perspektywy są więc marne i kontrolerem najprawdopodobniej nie zostanę. Ale jeżeli studia nie wypalą - spróbuję! Bo próbować zawsze warto :).
Tak więc jest to typowa "opowieść" o tym, jak cały świat wywrócił się do góry nogami i jak wiele może się zmienić w bardzo krótkim czasie. Większość moich rówieśników wybrała już kierunek studiów bądź ma do wyboru kilka i każdy mu pasuje. Ja tymczasem jestem w niezbyt komfortowej sytuacji. Liczę jeszcze, że może pojawią się jakieś nowe kierunki studiów na polskich uczelniach w moim zasięgu. Zobaczymy co z tego wyjdzie!

Adieu!

Jeżeli jesteś studentem i byłeś/aś w podobnej sytuacji możesz napisać mi o tym w komentarzu :) może dzięki Twojej historii znajdę wyjście z tej sytuacji!

19.11.12

Pieczemy ciacho!

Hello Ladies! (^v^)

Jednym z moich hobby jest pieczenie ciast. Jako, że moja mama obchodziła wczoraj urodziny, była to dobra okazja żeby wykorzystać jeden z przepisów z rewelacyjnej książki którą dostałam na święta od mojej kochanej cioci :) a nawet DWA!
Wybór nie był tak trudny jak się spodziewałam. Mimo, że przepisów jest multum i najchętniej zrobiłabym WSZYSTKO postanowiłam zacząć od czegoś prostego, czyli zwykłego placka czekoladowego. A jako, że wiem, co lubi moja mama, wybór nie był aż tak trudny :) i padł na ciasto z białą truflą.

Placek czekoladowy
225 g masła
100 g czekolady deserowej połamanej na kawałki
150 ml wody
300 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
175 g brązowego cukru
150 ml kwaśnej śmietanki
2 ubite jajka
Polewa
100 g czekolady deserowej
100 g czekolady mlecznej
100 g masła

Posmarować cienko tłuszczem formę do pieczenia o wymiarach 33 x 20 cm i wyłożyć pergaminem. 
Rondelek ustawić na małym ogniu, wlać wodę, dodać masło i czekoladę, roztopić je, często mieszając.
Do miski przesiać mąkę, dodać proszek do pieczenia i cukier, wymieszać. Dolać masę czekoladową.
Wymieszać starannie, wlać kwaśną śmietanę, jajka i dokładnie utrzeć całą masę.
Wlać ciasto do formy i piec w piekarniku rozgrzanym do temperatury 190°C przez 40-45 minut.



Zostawić w formie do ostygnięcia i przełożyć na metalową kratkę. Poczekać, aż będzie zupełnie zimne.
Masło na polewę roztopić w garnuszku na małym ogniu z czekoladą. Przestudzoną, gęstniejącą polewę wylać na ciasto.



Placek wyszedł obłędny! Zdecydowanie jeden z najlepszych jakie jadłam. Mam jednak wrażenie, że bez polewy smakuje znacznie lepiej. Na pewno jeszcze nie raz go upiekę - jest niesamowicie prosty!
_______________________________________________

To będzie dla mnie istna rozpusta! 350 g mojej ulubionej, białej czekolady. Na samą myśl ślinka kapie mi na klawiaturę! Zobaczmy, czy to ciasto zostanie jednym z moich ulubionych...

Ciasto z białą truflą
2 jajka
4 łyżki cukru
5 i pół łyżki stołowej mąki pszennej
50 g stopionej białej czekolady
MASA TRUFLOWA
300 ml śmietanki kremówki
350 g połamanej na kawałki białej czekolady
250 g twarożku o gładkiej konsystencji
Posmarować cienko tłuszczem tortownicę o średnicy 20 cm i wyłożyć pergaminem.
W misce ubić jajka z cukrem mikserem przez 10 minut albo do chwili, gdy masa stanie się puszysta, a po wyjęciu z niej łopatki miksera, przez kilka sekund pozostaje wgłębienie. Wsypać mąkę i wymieszać łyżką. Wlać stopioną czekoladę i wymieszać. Przełożyć do tortownicy i piec w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180°C przez 25 minut, albo do chwili, gdy ciasto będzie się uginać przy dotknięciu. Zostawić w formie na kilka minut do ostygnięcia i przełożyć na metalową kratkę. Schłodzone ciasto przełożyć z powrotem do tortownicy.



Aby przygotować masę truflową należy zagotować w rondelku śmietankę, ciągle mieszając, żeby nie przywarła do dna naczynia. Lekko przestudzić, dodać kawałki czekolady i mieszać, aż czekolada całkowicie się rozpuści. Zdjąć z ognia, całkowicie wystudzić, wtedy dodać twarożek i dokładnie wymieszać. Wylać masę na ciasto i na co najmniej dwie godziny wstawić do lodówki.


Ciasto jak widać nieco się rozjechało. Zdecydowanie twarożek musi mieć bardzo zwartą konsystencję, mój był zbyt lejący. Nie zdążyłam niestety zrobić zdjęcia całego ciasta. Masa tryflowa jest niemiłosiernie słodka! Połączenie białej czekolady z twarogiem wyszło baaaardzo pysznie :). Ale będę szczera - dość ciężko je estetycznie wykonać. Jak widać spód bardzo przyjął wszystkie fałdy pergaminu. Na pewno spróbuję kiedyś zrobić je raz jeszcze biorąc poprawkę na konsystencję wybranego twarogu. Mimo wszystko wydaje mi się, że jest nieco za słodkie.

Przepisy pochodzą z książki "Czekolada, łatwe i przepyszne przepisy krok po kroku"
Polewa czekoladowa do placka w mojej wersji.

Na zakończenie notki przedstawiam wam moją kochaną staruszkę. Figa na kocie lata ma ich ok. 65. Na nasze - 12. Pogubiła trochę zębów, za to nadrabia kilogramami :D mimo, że dostaje jedną paczuszkę mokrego whiskasa dziennie. Zastanawiam się, czy nie kryje się w niej wprawiony łowca i nie podjada na mieście...



¿QUE?

Top Model

Powodzenia i adieu! :)

17.11.12

Rok z CERAMICZNYM aparatem ortodontycznym - wrażenia, efekty, zady i walety.

Hello Ladies and MAYBE Gentleman! (✌゚∀゚)☞

Dziś podzielę się z wami moimi wrażeniami po roku noszenia ceramicznego aparatu ortodontycznego.

Dlaczego wybrałam ten rodzaj aparatu?

Odpowiedź jest bardzo prosta - zamki w tym aparacie są białe i mimo, że mają srebrne klapki przytrzymujące również srebrny drut jest on bardzo mało widoczny. Aparat ten jest droższy od standardowego aparatu, ale jest to aparat 'samoligatorujący'. Oznacza to, że nie posiada on gumek. Nie trzeba więc odwiedzać naszego ortodonty co miesiąc aby wymienił nam gumki więc możemy oszczędzić pieniądze na wizytach, które z tym aparatem odbywają się co dwa miesiące.

Dlaczego zdecydowałam się na założenie aparatu?

Moje trójki wyrosły powyżej łuku więc... byłam wampirem :D. Przez długi czas nie chciałam się na niego zdecydować ze względu na ból i na to, że wyglądało to całkiem oryginalnie. Wielu moich znajomych kiedy dowiedziało się, że zakładam aparat stwierdziło, że nie będę tą samą osobą i będą tęsknić za wampirkiem. Niestety kiedy jeden z zębów pod naciskiem jednego z kłów pękł szybko zmieniłam zdanie. Zastanowiłam się nad tym, wzięłam pod uwagę też to, jak mocno zęby były odsłonięte i kilka innych aspektów w które nie będę się już zagłębiać :P.

Co musiałam zrobić aby założyć aparat?

I tu miał miejsce najgorszy koszmar. Musiałam oczywiście odbudować i naprawić pęknięty ząb i... wyrwać wszystkie czwórki. W ciągu miesiąca wyrwali mi 4 zęby. W pierwszy i drugi poniedziałek wyrwano mi zęby po jednej stronie, zrobiłam tydzień przerwy aby rany się w miarę zagoiły a potem postanowiłam wyrwać oba zęby z drugiej strony podczas jednej wizyty. Także przez miesiąc jadłam tylko mięciutkie bułki mleczne, piłam przez słomkę i myłam tylko przednie zęby żeby nie wypłukać skrzepu. KOSZMAR! Ale tylko to wystarczyło żeby moje zęby zaczęły się prostować! Jestem ulubioną pacjentką mojej ortodontki, ponieważ moje zęby pracują jak głupie!

Jak się zaczęła się moja droga do prostego zgryzu

Najpierw założono mi zamki tylko na moje felerne kły oraz "dźwignie", czyli pozaginane sztywne druty które miały ściągnąć zęby do łuku. Już na kolejnej wizycie moja ortodontka zrobiła duże oczy ze zdziwienia. Usłyszałam tylko "to na następnej wizycie zakładamy cały aparat"!
Zakładając aparat często zakładają drut pod podniebieniem pomiędzy górnymi szóstkami (ciężko mi to dokładnie opisać). Niestety moja ortodontka założyła mi go za nisko. Drut paskudnie wyrył mi bolesny rów w języku, krztusiłam się nim, jedzenie czepiało się go jak głupie. Przy następnej wizycie ortodontka powiedziała, że gdyby wiedziała, że to tak wygląda, natychmiast by go wymieniła. Po wymianie było znacznie lepiej co nie zmienia faktu że jest paskudnie niewygodne ;) ale da się przyzwyczaić. Na ostatniej wizycie zdjęła mi go i.... OH LORD, cudownie!

Czy to boli?

TAK! Nie ma cudów. Którejś nocy po założeniu całego aparatu obudziłam się o 3 w nocy z halucynacjami z bólu. Nie pomagało absolutnie nic! Ale nie przejmujcie się tym zbytnio, ja zawsze wszystko przeżywam gorzej niż inni (dla przykładu gastroskopie D:). Coś takiego zdarzyło mi się tylko raz więc chill out ;).

Jak długo jeszcze będę musiała nosić aparat?

Na ostatniej wizycie spytałam czy jest możliwość, że 'pozbędę' się aparat na studniówkę (luty). Ortodontka powiedziała, że marne szanse :D ale może się postarać. Nie mam zamiaru tego przyspieszać, wolę aby odbyło się to mniejszym kosztem. Tak więc do wakacji zdejmą mi górę, dół o dziwo ponoszę dłużej. O dziwo, ponieważ nie był on prawie w ogóle krzywy. Ale widocznie się nie znam :D

ZALETY

Na pewno jest to mała widoczność aparatu, ograniczenie wizyt u ortodonty, nie trzeba obawiać się jedzenia np. curry (moja ortodontka: gumki żółkną od samego patrzenia na curry), picia kawy czy herbaty bo nic nam się nie odbarwi. Wiele razy słyszałam że jedzenie mniej wchodzi między zamki - ciężko mi powiedzieć. Bardzo możliwe że tak jest ponieważ nigdy nie miałam z tym żadnego problemu :).

WADY

Cena. Niestety jest on droższy od zwykłego, metalowego aparatu z gumkami.
Nie wiem jak ta sytuacja wygląda u innych. Wielu moich znajomych noszących zwykłe aparaty mówiła, że przestawała je czuć i czuła się bardzo dziwnie po zdjęciu - wręcz woleli do niego wrócić. Ja po roku nadal nie mogę doczekać się jego zdjęcia! Zamki w tym aparacie są większe niż w zwykłym aparacie. Dokładniej... są wyższe. Do tej pory nie przyzwyczaiłam się do niego. Przeszkadza mi niemożliwie. Regularnie wżyna mi się w wewnętrzną strone warg - czy to w nocy, czy po prostu cały dzień mało rozmawiam - i jest to cholernie niekomfortowe i oczywiście boli... Przeszkadza mi podczas mówienia, bo wargi zaczepiają się o niego. Albo jestem jakaś nienormalna, albo to standard przy tym rodzaju aparatu. Po prostu mi przeszkadza.


Jak działa aparat ortodontyczny?

Pewnie mało kto to wie. Zadałam to pytanie mojej ortodontce bo... no własnie. Zamki (które nie wiedzieć czemu są przeraźliwie drogie) i kawałek drutu jest w stanie wyprostować zgryz? Tak więc oto sekret - drut który montowany jest w zamkach to tzw. drut z pamięcią. Jest on bardzo elastyczny i cienki - aż dziwne, że jest w stanie przestawić zęby. Drut ten jest 'fabrycznie' zagięty i po wpasowaniu go w zamki wraca do swojego pierwotnego kształtu.

Trochę na temat aparatu DAMON

Moja mama bardzo chciała abym nosiła ten rodzaj aparatu ponieważ bardzo nie podobała jej sie wizja wyrywania czterech zdrowych zębów. Moja ortodontka wprost powiedziała, że ten aparat to... kiepski wynalazek. Aparat ten rozciąga całą szczękę (tym bardziej nie wierze, że ta metoda jest 'wyjątkowo bezbolesna') więc wygląda się potem jak koń... Dodatkowo zęby wracają do swojego dawnego stanu, ponieważ szczęka nie jest w stanie się tak odkształcić na stałe. Także nie wiem jak wasi potencjalni ortodonci, ale ja odradzam wam tą metodę.


Na zakończenie powiem, że warto się przemęczyć. Zdarzało mi się płakać z niemocy etc. (pipa ze mnie wiem), ale patrząc na efekty stwierdzam, że zdecydowanie warto. Jakkolwiek ten aparat doprowadza mnie do szału nie żałuje, że zgodziłam się na 'miesięczny maraton ekstrakcyjny' i założenie tego paskudztwa :D. Czekam tylko na dzień, kiedy mi go zdejmą i będę mogła się bez skrępowania uśmiechnąć. Już z nim czuje się bardziej pewna siebie.

Myślę, ze notka jest wystarczająco wyczerpująca i przybliżyłam wam wszystkie najważniejsze kwestie noszenia ceramicznego aparatu ortodontycznego :) jeśli macie jeszcze jakieś pytania - piszcie w komentarzach lub na moim formspringu :)
Adieu i powodzenia dla przyszłych druciaków! :D

15.11.12

BIOVAX, czyli jak ratuje moje wypadające włosy.

Hello Ladies! (⌒.−)=★

Po wielu zabiegach wyżerających kolor z moich różowych włosów oraz z powodu osłabienia moje włosy zaczęły mi wypadać jak głupie. Dodatkowo pora roku również źle działa na moje włosy, przez co jesienią i zimą wypadanie przybiera na sile. Postanowiłam więc nie czekać, aż wyłysieje, tylko działać - w końcu lepiej zapobiegać niż radzić!
Przejrzałam więc skrzętnie KWC na wizażu i wyczaiłam linię kosmetyków, którą znam już z widzenia, czyli BIOVAX. Po przeczytaniu wielu opinii skoczyłam do apteki i nabyłam drogą kupna Intensywnie regenerującą maseczkę do włosów słabych z tendencją do wypadania. Jako, że problem wypadania włosów okazał się dość powszechny, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam, postanowiłam zdawać wam relację z postępów i efektów działania tego 'cudownego' [dermo]kosmetyku ;)

Wczorajszym późnym wieczorem postanowiłam wziąć długą, gorącą kąpiel. Potrzebowałam porządnego relaksu i odpoczynku. Była to dobra okazja do wypróbowania BIOVAXu.
Kupując go obawiałam się nieco chemicznego, lub co gorsza ziołowego zapachu. Jeśli o to chodzi, zapachy ziołowe straszliwie mnie drażnią. Po otwarciu wielkiego, 500ml słoja (przez mojego chłopaka... nie wiem czy to moje osłabienie, czy po prostu zabezpieczenie jest tak konkretne ;)) kamień spadł mi z serca. Maseczka pachnie bardzo ładnie i delikatnie - zdecydowanie bardziej przypomina kosmetyki drogeryjne czy fryzjerskie. Wystraszyłam się pojęcia "woskowa konsystencja", ale zdecydowanie nie przypomina mi ona wosku. Bardzo przyjemnie nakładało się ją na włosy. Dołączony czepek na łeb, relax i 20 minut lektury w gorącej wodzie :).

Spotkałam się z opiniami, że włosy po jej użyciu mogą być szorstkie i lekko wysuszone. Podczas spłukiwania nie odczułam, aby z włosami było coś nie tak. Dopiero kiedy lekko podeschły, spłynął z nich nadmiar wody odczułam delikatną szorstkość. No trudno - coś za coś. Zobaczymy jak po wysuszeniu.
Jak się okazało, nic bardziej mylnego. Włosy są równie miękkie jak po wielbionych przeze mnie maskach z Gliss Kura. Co najlepsze rozczesywanie jest bardziej bezproblemowe niż zwykle i włosy zdecydowanie mniej się ciągną.

Co do wypadania włosów nic się nie zmieniło, ale wcale na to nie liczyłam. Wiadomo, że na efekty trzeba poczekać. Przez moment wydawało mi się wręcz, że włosy wypadają jeszcze bardziej! Ale mam tendencję do panikowania w tej kwestii, więc nie sądzę, aby faktycznie tak było ;). Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, to stan moich końcówek. Nie wiem, czy nie jest to może zasługa szamponu który kupiłam również po przeczytaniu pozytywnych opinii - ELSEVE Arginine Resist x3, w każdym razie ich stan bardzo się poprawił. W ulotce dołączonej do BIOVAXu znalazłam szampon BiovaxMed Dermo - Stymulujący Szampon na Odrastanie Włosów, również chwalony i zastanawiam się nad jego zakupem. Jedyny problem to fakt, że mam już 5 szamponów, z czego dwóch na pewno nie zużyje ◔_◔ więc jeśli już podejme decyzje o zakupie, to po wykorzystaniu szamponu Elseve (który jest wielki i najprawdopodobniej zużycie go zajmie mi dobre dwa miesiące).

OFFTOP: Szampony które zajmują tylko miejsce w szafie to szampon do czerwonych włosów od Isany (do czerwonych włosów przez pewien czas nie wrócę) i Matrix Biolage Colorcare therapie. Ten drugi niesamowicie utrzymywał czerwień na głowie! Niestety nie pienił się i włosy się po nim kleiły. Dowiedziałam się potem, że szampony fryzjerskie mają to do siebie, że trzeba używać ich w bardzo małej ilości. Niestety nie wiem jak w takim razie mają one domyć nasze włosy.

Podsumowując, żaden cud się nie wydarzył :D ale jestem dobrej myśli. Tak jak zapewnia producent - intensywnie odżywione, nawilżone i zregenerowane włosy i naturalny połysk. Mniejsza skłonność do wypadania - to się okaże. Kolejny rytuał pod koniec tygodnia :) kolejna notka za pare tygodni, lub wcześniej, jeśli wydarzy się coś wartego podzielenia się.

Adieu! (✿◠‿◠)

13.11.12

Hello, my name is IMPERFECT.

Witam serdecznie na moim blogu o wszystkim i o niczym :) Zakładam go głównie z powodu mojej gigantycznej potrzeby pisania i dzielenia się opiniami na różne tematy etc.
Zakładam, że dobrze będzie, jeśli w ogóle ktoś tutaj wejdzie HEHE.

O czym przeczytacie na moim blogu?
O życiowych rozkminach, rozterkach, o modzie, o hobby, o kuchni etc.

Prawdopodobnie przeczytacie też sporo o moich włosach z którymi robie... wszystko. Zaczęłam od brązowych, skończyłam na różowych. Aktualnie jestem platynową blondynką -.- gdyż dąże do włosów białych (zapewne pierwsza wasza myśl - jak babcia - zapraszam na tumblr, tag white hair - zmienicie zdanie :)). Dowiecie się co robie, że farbując włosy od czerwonego, poprzez niebieskie, różowe, fioletowe i blond - który otrzymałam rozjaśniając włosy CZTERY RAZY! w cztery dni! - nadal mam je na głowie, na dodatek w bardzo dobrej kondycji :). Tego spodziewajcie się już niedługo.

Przeczytacie też o mojej kolekcji ponad 40 par butów na punkcie których mam absolutnego zajoba i zapewne będę wam pokazywała nowe nabytki :D

Teraz rzecz zapewne mało interesująca - czyli trochę o mnie.

Uczę się w technikum, w klasie maturalnej, czego mam już serdecznie dość :D. Wybrałam sobie profil który od zawsze mnie interesował, ale ostatnimi czasy zdałam sobie sprawę, że to nie to - cały świat zwalił mi się wtedy na głowę. Ale o tym później...
Jestem dziewczyną dość nietypową, ponieważ lubię motoryzację, lotnictwo, gry, nowinki technologiczne i tym podobne. Pewnie wyobrażacie sobie teraz babochłopa, czy coś w tym stylu. Ale nie ;) uwielbiam ciuchy, w szczególności marynarki i wspomniane już buty. Lubię przejść się czasem po rossmannie i obkupić w różne kosmetyki. Uwielbiam ładnie pachnieć, ale żadnego mojego perfumu nie zużyłam do końca! Po 27/30ml mam już dość każdego zapachu :D.

Z mniej przyjemnych rzeczy - jestem paskudnie schorowana, o czym też pewnie wyskrobie wam jakąś nudną notkę. Wiele osób twierdzi, że łatwiej jest mnie spytać, na co nie choruje, niż na odwrót. W ostatnich dniach bardzo daje mi się to we znaki a dzisiejsza wizyta w przychodni była totalną katastrofą - szczerze nienawidzę polskiej służby zdrowia. Przeważnie chodzę prywatnie do lekarzy, bo nie kosztuje mnie to tyle nerwów, co zwykła wizyta w osiedlowej przychodni.

Zapomniałabym o ważnej rzeczy - o adresie bloga! Nesavršen (несавршен) to po serbsku NIEDOSKONAŁY :) czyli imperfect. Dlaczego po serbsku? Ponieważ mam serbskie korzenie - moja prababcia była Serbką i serbska kultura jest mi bardzo bliska. Charakter też mam wyjątkowo serbski :D. Uwielbiam Serbie, Serbów i... SERBSKIE JEDZENIE! :)))

Myślę że notka jest już wystarczająco długa, więcej szczegółów przybliżę wam w następnych postach.
Na zakończenie wrzucam filmik mojego absolutnego idola :D Miles Jai - człowiek, przez którego od śmiechu miałam zakwasy przez tydzień. Znany na youtube przede wszystkim dzięki temu właśnie filmikowi.
Enjoy! :D