Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów na podstawie szablonu Rewelacja. | X

22.11.12

WHITE HAIR FAIL czyli jak nie udało mi się z białymi włosami

Hello Ladies! ( ・_・)ノ

Moje włosy miały już wiele kolorów, ale od zawsze marzyłam, aby moje włosy były śnieżno-białe. Postanowiłam więc wprowadzić ten pomysł w życie. I po miesiącu walki mając na głowie siwy kolor skończyła mi się cierpliwość. Postanowiłam zrobić wszystko, by wrócić do pięknego blondu, który osiągnęłam specjalnie po to, żeby tą biel uzyskać.

Moje włosy były różowe. Farbowałam włosy tonerami Directions i tak jak każdy inny kolor jaki miałam na głowie znikał po kilku użyciach head&shoulders tak róż nie chciał puścić za żadne skarby. Zaczęłam od ściągacza koloru. Firmy niestety nie pamiętam, ale wydałam na dwa opakowania 48zł, więc widząc efekty (a raczej ich brak) niemal wyszłam z siebie. Tak więc na następny dzień zdecydowałam się na rozjaśniacz Joanny. Niestety zmuszona byłam kupić wersję Super Blond, gdyż Intensiv Blond była niedostępna. Jako, że wszyscy zawsze zachwycali się jej działaniem, w tym koleżanki również lubujące w nienaturalnych kolorach, byłam dobrej myśli. Niestety, cholerstwo nie zdziałało NIC.
Jako że dość spory odrost zrobił się blond, postanowiłam spróbować z farbą rozjaśniającą. Trafiło na Palette Salon Colors w kolorze 10-2. Zachęcił mnie głównie kolor na opakowaniu - baaardzo jasny, prawie biały. I kolejna wtopa. Zero działania. Kolejnym krokiem było wypróbowanie kuracji witaminową - zmieszanie kilku rozgniecionych tabletek witaminy c z szamponem. Godzina na głowie i... efekt był, ale marny.
Postanowiłam sprawdzić jaki efekt da toner Directions [White Toner], z którym wiązałam ogromne nadzieje na uzyskanie białego koloru na moich włosach. Aż mnie skręca kiedy widzę w internecie piękne, białe włosy jakie uzyskało wiele dziewczyn dzięki temu tonerowi! A moje włosy? Zrobiły się siwe, z fioletowymi pobłyskami. Tragedia!
Załamana swoim wyglądem odwiedziłam wszystkie hurtownie fryzjerskie w mieście (aż 2). Niestety był to 2 listopada i hurtownia z którą wiązałam największe nadzieje na znalezienie ratunku była WYJĄTKOWO zamknięta. Niech to szlag! Spacerek do drugiej hurtowni (w której zaopatrzam się najczęściej). Sprzedawca pokazał mi mnóstwo rewelacyjnych kolorów i... żadnej z nich nie miał. Jako że wycieczkę odbyłam z moją najlepszą przyjaciółką która widząc moje zrezygnowanie i załamanie zaoferowała się do pomocy (jak się potem okazało po kursie fryzjerskim!) przeszłyśmy się do rossmanna, aby poszukać jakiegoś sensownego rozwiązania. I znalazłyśmy!
Syoss Lighteners, kolor 12-0. Nie dość, że wyżarł róż praktycznie do zera, to kolor moich włosów był tak piękny, że skakałam jak głupia z radości! Syoss zyskał moją miłość i oddanie.
Odczekałam jakiś czas, zszokowana tym, że moje włosy po tym katowaniu są nadal w tak dobrej kondycji jak były i postanowiłam znów zaufać internetowi. I to był mój największy do tej pory błąd...
Nie byłam pewna tego kroku, ale jak zwykle głupia nie zaufałam mojej nieomylnej intuicji. Zaślepiona dziką chęcią śnieżnych włosów kupiłam farbę, która doprowadziła mnie do rozpaczy.
L'Oreal Luo Color w kolorze P01. Spójrzcie tylko na ten kosmyk na zdjęciu... Idealna biel! Rzuciłam się na nią jak dzika. W końcu nadszedł dzień, kiedy (pełna obaw) postanowiłam jej użyć. Po zmyciu jej z głowy doznałam szoku. Suszyłam włosy płacząc i powtarzając sobie "jak ja wyglądam", "co ja zrobiłam", "miałam takie ładne włosy!". Siedziałam 2 godziny pod prysznicem wcierając w głowę całą butelkę head&shoulders. Włosy były szare, jak asfalt... i fioletowe... Jeśli którakolwiek z was, kiedykolwiek zdecyduje się na białe włosy - NIGDY! PRZENIGDY! POD ŻADNYM POZOREM! NIE KUPUJCIE TEJ FARBY! Odetchnęłam z ogromną ulgą, kiedy po wyjściu spod prysznica zobaczyłam, że z farby na głowie nie zostało prawie nic. Były delikatnie szarawe. Ale ta farba przechyliła szalę goryczy. Koniec! Cierpliwość mi się skończyła - nie chcę tych białych włosów.
Próbując wrócić do dawnego koloru włosów zaczęłam szukać odpowiedniej farby. I tutaj ja popełniłam błąd, bo wybrałam rozjaśniającego syossa w kolorze mroźny perłowy blond. Chciałam jasny blond, ale nie przemyślałam tego. Chciałam po prostu uratować swoje włosy! I... for gods sake, ZNOWU BYŁAM SIWA! Ale! hehehe, moje włosy były praktycznie białe :D z siwymi pasmami z przodu. Zaczęłam się nawet zastanawiać na użyciem tej farby ponownie, na reszcie włosów (moje umiejętności są marne i jak zwykle złapało tylko górne partie włosów). Szare pasma zapewne wymyły by się po paru myciach. Ale to nadal nie była biel i mimo wszystko byłam niezadowolona i zniechęcona do dalszych działań w tym kierunku. Mimo wszystko kolor faktycznie jest perłowy, bardzo ładny i możliwe, że za pare miesięcy użyję go znowu. Moje włosy były po prostu zbyt jasne.
Postanowiłam więc dalej walczyć o mój dawny blond. I po raz kolejny zaufałam mojej przyjaciółce która pomogła mi wybrać farbę która mi włosów nie rozjaśni, a odda mi mój blond kolor, w którym się zakochałam. Paradoksem jest to, że zawsze powtarzałam sobie, że nigdy nie zostanę blondynką. Jak się jednak okazuje, wyglądam w blondzie lepiej, niż w brązowych włosach, w których wyglądałam jak szara mysz... Zdradzę wam nawet tajemnice - mój aktualny chłopak zwrócił na mnie uwagę dopiero wtedy, gdy pozbyłam się się tego cholernego brązu z głowy na rzecz czerwieni :D.
Moja przyjaciółka poleciła mi farbę L'Oreal (o losie!) recital Preference w kolorze Hollywood. I niech to szlag trafi - znowu miałam paskudne obawy... Patrząc w lustro wciąż zastanawiałam się na pozostaniu przy perłowym blondzie od syossa. Ale jak już pisałam - może kiedyś. Kolor zależał też od światła i bywałam siwa jak babcia. Tak więc zaufałam jej! Tym razem, tak jak zwykle z czerwienią, w farbowaniu pomogła mi mama. Spodobał jej się nawet kolor, co mnie trochę zdziwiło, bo kiedy miałam na głowie pierwszy blond z Lighteners'a stwierdziła, że wybitnie jej się w tym kolorze nie podobam. To, co zobaczyłam po jej spłukaniu wprawiło mnie w jeszcze większe załamanie... Moje włosy są jeszcze bardziej szare niż były. A miał być blond... Teraz już kompletnie nie wiem, co mam zrobić z włosami. Poszłabym do mojej fryzjerki, gdyby nie fakt, że czepia się ona okrutnie. Jeśli w jakiś sposób moje włosy znów będą miały normalny kolor - to będzie istny cud. Kolejny raz moja intuicja mówi mi "a nie mówiłam?".

Kiedy tylko uda mi się ogarnąć moje włosy natychmiast podzielę się z wami efektami i zdradzę wam produkt, który mi pomógł. Póki co mam wrażenie, że spróbuje z ciemniejszym blondem, byleby jakoś wyglądać.

Adieu! (╯°□°)╯︵ ┻━┻

2 komentarze:

  1. Świetna notka :D przeczytałam od początku do końca do rzadko mi się zdarza xD Cholernie jestem ciekawa jak Tobie wyszedł ten niby biały w realu. Masz jakieś fotki? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musiałabym poszukać, ale nie ma na co patrzeć :D wołali na mnie Wiedźmin!

      Usuń